<title_newspaper="Sztandar Modych"> 
<title_article="12letni onierz frontowy"> 
<author_1=Henryk Korotyski> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="03">
<date=1952-03-21>
 <period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Byo to tej nocy, kiedy zdecydowalimy si, mimo icie azjatyckiej ulewy, ruszy naszym gazikiem w dalsz drog. Rachunek by prosty: minusem jest to, e przemokniemy do nitki i na rozmikej szosie moemy si wywrci albo wpa do leja po bombie; plusem by fakt wielkiej wagi, e podczas takiej pompy i wichury samoloty amerykaskie te nic nie widz i mao lataj. Na krtkiej naradzie zapada decyzja, e plus jest wikszy i e trzeba jecha. 
Ale po godzinie takiej podry kady si czu, jakby go wyjto z wanny i nadal polewano wod. Ale po dwch godzinach bylimy ju w gbokim leju po bombie  szczciem tylko lekko potuczeni i umazani glin. Ale w trzeciej godzinie tej kawalerskiej jazdy na zamanie karku szofer  Koreaczyk owiadczy, e ju wszystko mu si zlewa przed oczyma i e dalej jecha nie sposb. 
Cae nasze 5osobowe bractwo wpakowao si do jakiej stodoy i tu dopiero zimno dao si we znaki. Pki moczy ciepy letni deszcz koreaski, byo cakiem znonie, ale gdy stygn zacza nasiknita wod bielizna i ubranie, wszyscy jak na komend zaczli dre w potnej febrze. 
 cigamy z siebie wszystko i gimnastyka  poradzi nasz koreaski towarzysz. 
Po chwili szeciu nagusw biegao w kko po ciemnej stodole, robio przysiady, boksowao si. Gdyby kto wtedy tu zajrza, wziby nas niechybnie za wariatw, i to za niebezpiecznych wariatw, ktrzy zbiegli z miejscowych Tworek i nago wyczyniaj jakie sztuki. 
Nad ranem ubieramy si w mokre achy (brrr!) i idziemy w poszukiwaniu gociny. W pierwszej z brzegu chacie przyjmuj nas serdecznie dwie mode kobiety, a dzieciarnia wita okrzykami radoci. Taka atrakcja! Ju sam plecak (kupiony w sklepie na Krakowskim Przedmieciu) jest ciekawy, a w plecaku ile skarbw! 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
